poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Total czy nie total push up???

Jakoś nigdy nie przykładałam wagi do mojego biustu aż do czasu gdy zauważyłam że jakby zmarniał, szczególnie po porodzie:)No i postanowiłam coś z tym zrobić, zainwestowałam w dwa produkty a dzisiaj opiszę Wam jeden z nich. Jest to superskoncentrowane serum modelujące do biustu z Eveline Cosmetics.
Za 200 ml produktu zapłaciłam około 15 zł choć zdarzyło się że widziałam je w wyższej cenie za jakieś 17 do 18 zł.
Serum ma:
- wypełniać i powiększać biust
- ujędrniać i podnosić
- modelować jego kształt
Oczywiście wiedziałam że takie cuda nie istnieją ale i tak kupiłam:)No i tak jeżeli chodzi o ogólniki to jest to kosmetyk zapachowy(mi ten zapach bardzo odpowiada), jego zapach jest wyczuwalny jeszcze po 3 godzinach od momentu aplikacji, no a serum jak na tego rodzaju kosmetyk wchłania się dosyć dobrze. Napomknę jeszcze że ja je stosuje od jakiegoś miesiąca i wcieram je tylko jeden raz dziennie. I tak serum super ujędrnia,napina i sprawia że skóra jest nawilżona i bardziej elastyczna a to z kolei sprawia że optycznie wydaje nam się że biust jest jakby bardziej wypełniony a co za tym idzie powiększony no i jego kształt jest lepszy. No właśnie wydaje nam się... ale tak jak pisałam na początku - cuda się zdarzają ale chyba nie aż takie:)
Ogólnie jest to kosmetyk godny polecenia ale tylko dla osób które tak jak ja mają nieco sceptyczne podejście do tego co jest napisane na opakowaniu i oczekują naprawdę super nawilżenia, napięcia, uelastycznienia i ujędrnienia - a tak na marginesie to jak na 15 zł to naprawdę dużo biorąc pod uwagę że kosmetyk starcza na długi, długi czas i jak dla mnie pachnie naprawdę długo i przyjemnie. Co ja bym dała za balsam do ciała którego zapach byłby tak ładny i tak długo się utrzymywał...
A tu zdjęcie by rozwiać wszystkie wątpliwości o jaki kosmetyk chodzi:)

Wróciłam...

...zarówno tu jak i na youtuba i jakby tego nie było mało to założyłam nowego bloga na którego również serdecznie zapraszam http://www.theaggaa80.pinger.pl
Mam nadzieję, że podołam i uda mi się prowadzić dwa blogi, postaram się umieszczać zróżnicowane wpisy, choć na pewno trafią się takie same.

Walka z łupieżem

Mój mąż ma problem z łupieżem i to nie byle jaki problem. Stosował różne specyfiki, które przeważnie nie odnosiły żadnego skutku. Jedynie szampon elseve przeciwłupieżowy spisał się na medal i faktycznie w trakcie stosowania tego szamponu problem przestał istnieć.


Niestety z reguły jak coś jest dobre, to nie wiedzieć czemu zostaje wycofane:(
No i tak w poszukiwaniach skutecznego szamponu przeciwłupieżowego natknęliśmy się na szampon propolisowy Złoty Rój, który miał rozwiązać wszelkiego rodzaju problemy dermatologiczne skóry głowy a łupież to już w szczególności.


Koszt szamponu: 17 zł
Dostępność: sklepy internetowe
Pojemność: 250 ml
Działanie: wg mnie żadne.
Po pierwszym myciu byliśmy zachwyceni, ilość łupieżu zmniejszyła się o połowę. I już nauczeni przykrym doświadczeniem z wycofaniem szamponu elseve, chcieliśmy się rzucić i wykupić cały zapas, ale na szczęście wstrzymaliśmy się i postanowiliśmy zobaczyć co będzie działo się dalej...i całe szczęście gdyż z każdym myciem zamiast lepiej, było coraz gorzej. Łupieżu po każdym myciu było więcej i więcej...
No i cóż tu więcej pisać, nie polecam go zdecydowanie, przynajmniej jeżeli chodzi o zwalczenie łupieżu. Tak dla formalności dodam, że mąż myje głowę co dwa lub trzy dni a szamponu używał przez jakieś 3 miesiące.
Może znacie jakieś skuteczne szampony przeciwłupieżowe poza szamponami niby przeciwłupieżowymi takimi jak: syoss, nivea , nizoral???

czwartek, 24 lutego 2011

Czy jest wśród nich ideał?

Postanowiłam zrobić małe podsumowanie używanych przeze mnie w ostatnim czasie przeróżnych maskar do rzęs.

Najpierw zdjęcie:)

Czy to już ideał?Takie pytanie nasuwa mi się na myśli o tuszu Multi Action z essence. Cóż, gdy kupiłam go pierwszy raz byłam nim zafascynowana pięknie wydłużał i pogrubiał rzęsy, malowanie rzęs stało się prawdziwą przyjemnością i całkiem długo mi służył. Niestety drugi zakupiony przeze mnie tusz od początku sprawował się gorzej sama nie wiem czemu i gdzie szukać przyczyny. Tusz kosztuje około 10 zł  jest dostępny w Drogerii Natura. Myślę, że jest warty polecenia i wypróbowania, na pewno może rywalizować z tuszami z wyższej półki cenowej. Ja na pewno do niego wrócę.

The Falsies Volume Express z Maybelline kosztował mnie około 30 zł. Bez rewelacji chyba tak mogłabym go określić, delikatnie wydłużał, pogrubiał ale spektakularny efekt to nie był na pewno.  W porównaniu do multi action wypadł blado, do tego cena nie działa na jego korzyść. Ja ponownie nie kupię go.

Mój ulubieniec na równi z Multi Action to tusz z Maybelline Volume Express Curved Brush do którego do tej pory wracałam najchętniej i wiedziałam że kupując go bedę na pewno zadowolona. Fajnie rzęsy wydłużał, pogrubiał, podkręcał  a co najwazniejsze nie sklejał. Jak dla mnie ideał i na pewno wrócę do niego przy jakieś okazji. Kosztował 20 zł. 

Rimmel Volume Flash to mój niedawny zakup maluje nim rzęsy jakiś miesiąc i stwierdzam, że daje rade. Kupiłam go w promocji, kosztował jakieś 14 zł razem z bezbarwnym błyszczykiem. Wydłuża rzęsy, pogrubia i nie skleja. Myślę że, zakupię go kiedyś ponownie:)

Great Lash z Maybelline- tusz młodości:) Był to mój pierwszy tusz do rzęs jaki sobie kupiłam, pamiętam jak dumna kroczyłam z nim przez miasto a potem malowałam nim swoje rzęsy. To był mój ideał. Niestety dzisiaj średnio daje rade moim rzęsom, ale sentyment pozostał. Ponoć jest to jeden z najczęściej kupowanych tuszy do rzęs na świecie.

Rimmel Sexy Curves kojarzy mi się z dziwną szczoteczką i nie jest to dla mnie najmilsze wspomnienie. Ja chyba nie umiem obchodzić się z czymś tak wymyślnym po kilku użyciach poszedł w kąt i jak bardzo zdziwiły mnie opinie na youtube w większości wychwalające ten tusz. Kosztował jeżeli dobrze pamiętam okolo 26 zł.

Hypno Gloss cóż...złudne jest wrażenie, że skoro jeden tusz z essence jest dobry, to kolejny na pewno też  będzie. Do dzisiaj zastanawiam sie czy ten tusz w ogóle maluje bo ja nie zauważyłam nawet zaczernienia moich rzęs po dość intensywnym machaniu szczoteczką. Także polecam ale tylko dzieciom w podstawówce, gdyż nadaje się idealnie na makijaż szkolny. A i kosztował też jakieś 10zł.

Max Factor Masterpiece to był mój pierwszy kontakt z tego typu silikonową szczoteczką i poraz kolejny sprawdzilo się, że wolę te zwykle, najzwyklejsze. Jakoś nie umiałam się do niego przyzwyczaić. Kosztował jakieś 40 zl i raczej były to  w moim przypadku pieniądze wyrzucone w błoto.

I ostatni tusz 3000  Ruby Rose kupiony pod wpływem chwili na allegro przy okazji innych zakupów z nadzieją, że odkryje prawdziwą perełkę wśród tuszy do rzęs. Już po otwarciu wiedziałam, że tak  nie będzie miał pełno drobnych rzęsek, które miały (tak podejrzewam) wydłużyć rzęsy. No to nie dość, że nie wydłużył to jeszcze efekt był podobny do hypno gloss z essence czyli żaden. Ogólnie nie polecam nawet go wypróbować bo tu niestety nie sprawdza sie tak dobrze brzmiąca maksyma tańsze nie znaczy gorsze.




poniedziałek, 21 lutego 2011

Kremy do rąk

Mam bardzo problematyczne dłonie, wiecznie wysuszone mimo iż wszystkie prace wykonuje w rękawiczkach i nawilżam je bardzo często.Dlatego nieodłącznym kosmetykiem jest dobry krem do rąk.Testowałam wiele kremów, a tutaj przedstawię tylko niektóre z nich.
Zacznę od dwóch kremów które nie są może idealne, ale na na tle innych kremów radzą sobie całkiem dobrze z moimi przesuszonymi dłońmi.
Pierwszy krem do rąk i paznokci to kamill. Kosztuje ok. 7 - 8 zł, dobrze nawilża, nie pozostawia tłustej warstwy i szybko się wchłania. Drugi krem Isana Med dostępny w rossmannie podobnie, jak opisywany krem powyżej dobrze nawilża, dobrze się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy po wtarciu. Kosztuje jakieś 5 zł.


Kolejne dwa kremy to kremy z którymi wiązałam ogromne nadzieje, niestety jak się potem okazało za duże. Są to kremy: Isana z mocznikiem i krem z flosleku winter care. Oba krem wcale nie nawilżają rewelacyjnie są tłuste, ciężkie i niestety bardzo długo się wchłaniają pozostawiając tłustą warstwę, czego ja osobiście bardzo nie lubię.Stosuję te kremy jedynie na noc. Kosztują około 7 zł.


Pozostałe kremy to krem z perfecta body, krem rilanja body ( dostępny w schleckerze) i krem glicerynowo- cytrynowy. Są to całkiem dobre kremy, nadające się do codziennej pielęgnacji dłoni - niestety nie moich - gdyż tak jak napisałam na początku mam bardzo wymagające dłonie. I choć wszystkie trzy dosyć dobrze nawilżają i szybko się wchłaniają to nie radzą sobie z moją przesuszoną skórą.


Stosowałam jeszcze krem z ziaji oliwkowy i uważam że też sprawuje się całkiem dobrze i jest wart polecenia. Dużo osób stosuje kremy z eveline są dosyć dobre, niestety mnie odrzucił zapach nie wiem czemu. Chciałam jeszcze napomnieć o kremie z ziaji kozie mleko, który zbiera bardzo dobre opinie na różnych forach kosmetycznych.Niestety ten krem nie sprawdził się u mnie kompletnie, stan moich dłoni po zastosowaniu go pogorszył się jeszcze bardziej. I na koniec nie wiem czy kojarzycie, kiedyś były taki krem do rąk vaseline intensive care do rąk i paznokci wersja różowa.Był rewelacyjny i jak do tej pory nie znalazłam innego kremu, który by tak świetnie radził sobie z moimi rękami i paznokciami. Niestety nie jest on już dostępny w sklepach od dłuższego czasu.Mi jakiś czas temu udało się dorwać na allegro balsam z tej serii, ale niestety to już nie było to samo...


Do tej pory stosowałam dwa płyny micelarne.Niestety żaden z nich nie okazał się numerem jeden.Płyn micelarny z maybelline radził sobie całkiem dobrze z moim makijażem do momentu, kiedy zaczęłam używać żelowego eyelinera z elf. Natomiast płyn z AA to jakieś nieporozumienie,nie radzi sobie z niczym,nie zmywa makijażu i do tego podrażnia oczy.Zdecydowanie go nie polecam.

środa, 2 lutego 2011

I love Berlin:)

.
Ależ miałam szczęście, akurat byłam w Naturze jak wkroczyła Pani i zaczęła układać edycje limitowaną z essence I love Berlin. Początkowo zachwyciło mnie wszystko, ale potem drogą eliminacji zakupiłam 3 rzeczy: paletę cieni, błyszczyk nr 02 city lights i lakier nr 01 love this city. I tak paleta cieni prezentuje się naprawdę ładnie, opakowanie jest w żywej kolorystyce, jest w niej 9 dobrze napigmentowanych, matowych cieni a do tego paleta posiada duże i poręczne lusterko. Błyszczyk z kolei kusi swoją ceną (ponad 3 zł), aplikacja nie jest zbyt higieniczna,gdyż balsam jest w słoiczku, ja wybrałam kolor 02 czyli jasny z drobinkami (jest jeszcze drugi różowy też z drobinkami). Balsam jak za taką cenę wart jest polecenia, osoba która nie ma problemu ze spierzchniętymi ustami powinna być zadowolona, w zależności od nałożonej ilości otrzymujemu usta nabłyszczone i lekko połyskujące.Oczywiście balsam nie jest jakiś super trwały czy nie regeneruje specjalnie naszych ust, ale uważam że za wyższą cenę można dostać tak naprawdę gorsze balsamy. Co do lakieru, cóż kolor mi się naprawdę spodobał, jest to odcień jaśniejszego różu bez żadnych drobinek. Wystarczy jedna warstwa lakieru( choć ja akurat jestem i tak przyzywczajona do dwóch). Co do trwałości nie wypowiem się gdyż na moich paznokciach generalnie lakiery nie trzymają się zbyt długo, jedno jest pewne jak już lakier zaczął  schodzić z moich paznokci to od razu płatami. Generalnie z tego lakieru jestem raczej zadowolona, przetrwał dłużej na moich paznokciach niż na przykład muliti dimension XXL shine  z essence, ma ładny kolor i aplikacja jednej warstwy w zupełności powinna wystarczyć, ale drugiego lakieru z tej serii już nie zakupię.