czwartek, 24 lutego 2011

Czy jest wśród nich ideał?

Postanowiłam zrobić małe podsumowanie używanych przeze mnie w ostatnim czasie przeróżnych maskar do rzęs.

Najpierw zdjęcie:)

Czy to już ideał?Takie pytanie nasuwa mi się na myśli o tuszu Multi Action z essence. Cóż, gdy kupiłam go pierwszy raz byłam nim zafascynowana pięknie wydłużał i pogrubiał rzęsy, malowanie rzęs stało się prawdziwą przyjemnością i całkiem długo mi służył. Niestety drugi zakupiony przeze mnie tusz od początku sprawował się gorzej sama nie wiem czemu i gdzie szukać przyczyny. Tusz kosztuje około 10 zł  jest dostępny w Drogerii Natura. Myślę, że jest warty polecenia i wypróbowania, na pewno może rywalizować z tuszami z wyższej półki cenowej. Ja na pewno do niego wrócę.

The Falsies Volume Express z Maybelline kosztował mnie około 30 zł. Bez rewelacji chyba tak mogłabym go określić, delikatnie wydłużał, pogrubiał ale spektakularny efekt to nie był na pewno.  W porównaniu do multi action wypadł blado, do tego cena nie działa na jego korzyść. Ja ponownie nie kupię go.

Mój ulubieniec na równi z Multi Action to tusz z Maybelline Volume Express Curved Brush do którego do tej pory wracałam najchętniej i wiedziałam że kupując go bedę na pewno zadowolona. Fajnie rzęsy wydłużał, pogrubiał, podkręcał  a co najwazniejsze nie sklejał. Jak dla mnie ideał i na pewno wrócę do niego przy jakieś okazji. Kosztował 20 zł. 

Rimmel Volume Flash to mój niedawny zakup maluje nim rzęsy jakiś miesiąc i stwierdzam, że daje rade. Kupiłam go w promocji, kosztował jakieś 14 zł razem z bezbarwnym błyszczykiem. Wydłuża rzęsy, pogrubia i nie skleja. Myślę że, zakupię go kiedyś ponownie:)

Great Lash z Maybelline- tusz młodości:) Był to mój pierwszy tusz do rzęs jaki sobie kupiłam, pamiętam jak dumna kroczyłam z nim przez miasto a potem malowałam nim swoje rzęsy. To był mój ideał. Niestety dzisiaj średnio daje rade moim rzęsom, ale sentyment pozostał. Ponoć jest to jeden z najczęściej kupowanych tuszy do rzęs na świecie.

Rimmel Sexy Curves kojarzy mi się z dziwną szczoteczką i nie jest to dla mnie najmilsze wspomnienie. Ja chyba nie umiem obchodzić się z czymś tak wymyślnym po kilku użyciach poszedł w kąt i jak bardzo zdziwiły mnie opinie na youtube w większości wychwalające ten tusz. Kosztował jeżeli dobrze pamiętam okolo 26 zł.

Hypno Gloss cóż...złudne jest wrażenie, że skoro jeden tusz z essence jest dobry, to kolejny na pewno też  będzie. Do dzisiaj zastanawiam sie czy ten tusz w ogóle maluje bo ja nie zauważyłam nawet zaczernienia moich rzęs po dość intensywnym machaniu szczoteczką. Także polecam ale tylko dzieciom w podstawówce, gdyż nadaje się idealnie na makijaż szkolny. A i kosztował też jakieś 10zł.

Max Factor Masterpiece to był mój pierwszy kontakt z tego typu silikonową szczoteczką i poraz kolejny sprawdzilo się, że wolę te zwykle, najzwyklejsze. Jakoś nie umiałam się do niego przyzwyczaić. Kosztował jakieś 40 zl i raczej były to  w moim przypadku pieniądze wyrzucone w błoto.

I ostatni tusz 3000  Ruby Rose kupiony pod wpływem chwili na allegro przy okazji innych zakupów z nadzieją, że odkryje prawdziwą perełkę wśród tuszy do rzęs. Już po otwarciu wiedziałam, że tak  nie będzie miał pełno drobnych rzęsek, które miały (tak podejrzewam) wydłużyć rzęsy. No to nie dość, że nie wydłużył to jeszcze efekt był podobny do hypno gloss z essence czyli żaden. Ogólnie nie polecam nawet go wypróbować bo tu niestety nie sprawdza sie tak dobrze brzmiąca maksyma tańsze nie znaczy gorsze.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz